Zwiększenie sprzedaży

Nastała era Sales House. Dlaczego agencje Lead Generation wkrótce przeminą?

Filip Duszczak

  • 29 minut czytania
  • 2 września 2026

Czym są dzisiaj organizacje, które budują sprzedaż B2B – i dlaczego ta  zmiana następuje właśnie teraz.

Intro

Od ponad dziesięciu lat budujemy  jedną z największych organizacji generowania leadów B2B w tej części Europy. Dekada w tej branży daje nam ogromne doświadczenie. Byliśmy tutaj kiedy rodził się Social Selling. Kiedy Cold mailing na stałe zawitał do biznesu w Europie i kiedy pojawiły się pierwsze rozwiązania AI.

Jesteśmy tu też teraz. W momencie, w którym technologia nigdy nie była bardziej dostępna. Kiedy młody Founder w kilka dni może zbudować technologiczny produkt a Twoja konkurencja może w kilka miesięcy nadrobić wiele lat budowania przewagi technologicznej.

To czasy kiedy wygra ten, który nie tyle co potrafi skutecznie budować. Tylko ten który potrafi skutecznie sprzedawać.

Nasza droga do Sales House

W 2015 roku stworzyliśmy system InStream CRM. Na tamte czasy pierwszy tego rodzaju produkt oparty o nowe technologie, dostępny mobilnie i wsparty środkami VC. 

Ten ruch rozpoczął przygodę, która trwa już ponad dekadę.

Weszliśmy na ścieżkę budowania organizacji, która przez kolejne 10 lat  wsparła w różnych obszarach sprzedaży ponad 1 700 firm  w kilkudziesięciu krajach i branżach.

Kiedy startowaliśmy, polski rynek dopiero zaczynał chłonąć pojęcia takie jak pre-sales czy social selling.Pojawiały się pierwsze narzędzia do Cold Mailingu jeszcze wtedy robionego ręcznie!

Jedno wyzwanie uchodziło wtedy za niemożliwe: outsourcing zespołu handlowego.

Argumenty były zawsze te same. Jak nauczysz obcą osobę biznesu klienta? Ile potrwa jej wdrożenie? Dojście do poziomu, na którym ktoś z zewnątrz może reprezentować klienta, było tak drogie, że przestawało się opłacać. Poza tym nie było technologii, która by to udźwignęła.

Nasza droga wyglądała tak, jak zwykle wygląda budowanie firmy. Nie planem, tylko odpowiadaniem na kolejne problemy klientów.

Weszliśmy na rynek jako producent CRM-u, ucząc się, jak pomagać firmom budować zdrowe środowisko sprzedaży. Szybko dołożyliśmy moduł lead generation i przez dekadę zbudowaliśmy wokół niego jedną z największych organizacji tego typu w naszej części Europy. Po drodze zobaczyliśmy u klientów kolejne braki. Nieistniejącą widoczność w sieci, brak umiejętności prowadzenia odpowiedzialnego social sellingu, marki osobiste liderów, których nikt nie prowadził.

Ostatnie pięć lat to była budowa pionu, który spiął to wszystko w całość – rozwoju sprzedaży.

I tu od początku zdecydowaliśmy się zrobić to inaczej. Zamiast klasycznego zespołu konsultingowego postawiliśmy na technologie. Jeszcze zanim pojawiło się AI w dzisiejszej formie.

Pipechamp – system, który mapuje wirtualne środowisko sprzedaży klienta i wpuszcza do niego cały zespół handlowy. Po co?

Żeby się reorganizował, uczył, opracowywał procesy, ćwiczył i rozwijał kompetencje – równolegle do prawdziwych procesów i środowiska CRM. Bo wiedza ma być nie w głowach handlowców a DNA firmy.

To była nasza najważniejsza decyzja  w rozwoju firmy.

Nauczyliśmy się mapować proces i komunikację klienta na tyle szybko, że powstaje gotowe środowisko, które nowy handlowiec wchłania w kilka tygodni zamiast w kilka kwartałów. Sprawdzenie, czy potrafi procesować klienta w jego imieniu, zbijać obiekcje i prowadzić negocjacje, przestało być kwestią wiary. Stało się mierzalne.

I nagle wszystkie klocki zaczęły składać się w jedną całość. 

Potrzebujesz zbudować struktury Lead Gen/Pre-sales? Mamy to.
Musisz zbudować od zera zdrową kulturę sprzedaży? Mamy to.
Potrzebujesz wdrożyć CRM, zbudować od podstaw, zespół, środowisko i procesy? Mamy to.
Potrzebujesz wsparcia w skalowaniu sprzedaży? Wynająć zasoby i technologie?
To też mamy.

Dlaczego właśnie teraz

Zacznijmy od tego ,że powszechnie nie ma jeszcze terminu takiego jak Sales House  – w rozumieniu jakim go używam. I tak, wymyśliłem sobie ten termin i bardzo nam on słuzy.

Ale ta kategoria nie powstaje dlatego, że ktoś ją wymyślił. Powstaje dlatego, że  rynek ma problem, którego istniejące kategorie nie rozwiązują. Ten problem tworzą dziś cztery zmiany. Warto je znać niezależnie od tego, czy kiedykolwiek będziemy ze sobą rozmawiać  współpracy.

Zmiana pierwsza: konkurencyjność przestała być technologiczna, a stała się sprzedażowa.

Przez dwadzieścia lat przewagą konkurencyjną było zbudować. Kto miał lepszy produkt, ten wygrywał. Wszyscy byliśmy w wyścigu – kto potrafi lepiej i kto ma więcej innowacji. Wszyscy korzystaliśmy z usług Software House’ów które nas w tym wyścigu wspierały.

Gdybym dwadzieścia pięć  lat temu powiedział Ci , że będziemy w 100% wynajmować zespoły IT, bez dostępu do ich środowiska, nadzoru – w pełni ufając, że to się sprawdzi to byłbym wyśmiany. Niewiele potrzeba było czasu aż stało się to czymś powszechnym.

Ale idzie nowa zmiana. Sztuczna inteligencja wyzerowała tę przewagę szybciej, niż ktokolwiek zakładał. Prototyp powstaje w tydzień, integracja w dzień, a funkcja, która rok temu była wyróżnikiem, dziś jest w standardzie u trzech konkurentów.

To nie jest teza publicystyczna. Widać ją w moim i Twoim biznesie.

Jeszcze pod koniec 2024 roku narzędzia sztucznej inteligencji wykorzystywało 14% polskich firm.

W drugim kwartale 2026 roku było to 42% – wynika z badania NBP. Trzy razy więcej w półtora roku. Wśród dużych przedsiębiorstw sięga po nie już 59%.

Drugie badanie, prowadzone zupełnie inną metodą, pokazuje to samo. Z AI korzysta dziś 48% polskich firm wobec 34% rok wcześniej – o 41% więcej rok do roku i drugi wynik w Europie.

Co to powoduje? Niweluje barierę technologiczną. To, co jeszcze dwa lata temu wymagało zespołu, budżetu i kilku kwartałów, dziś jest kwestią tygodni lub dni. Przewaga, którą budowałeś dwa lata, przestaje być przewagą, bo konkurent dochodzi do tego samego w miesiąc.

14% → 42% firm
w Polsce korzystających
z AI, IV kw. 2024 → II kw. 2026
59% dużych przedsiębiorstw stosuje dziś narzędzia AI34% → 48% wzrost adopcji AI rok do roku w drugim badaniu29% firm zwiększyło skalę wykorzystania AI w samym 2025 roku

Postawmy z tego prosty wniosek.

Do każdego decydenta B2B puka dziś kilkukrotnie więcej firm niż pięć lat temu, a różnice między ich produktami są coraz mniejsze i coraz trudniejsze do wytłumaczenia w jednym zdaniu. Kiedy budowanie przestaje być trudne, przewagą staje się dystrybucja. Zdolność do dotarcia, przekonania i domknięcia.

I tu większość firm stoi naga. Mają najlepszy produkt w swojej historii ale ten sam dział sprzedaży i strategie co pięć lat temu. 

“Kiedyś konkurowało się technologią. Dziś konkuruje się sprzedażą. AI zdemokratyzowała produkt i podniosła cenę dystrybucji – a większość firm nadal inwestuje po starej stronie tego równania.”

Druga: kupujący odsunął się od sprzedawcy

Badania Gartnera od lat pokazują, że nabywcy B2B spędzają zaledwie 17% czasu procesu zakupowego na spotkaniach z potencjalnymi dostawcami.

Ponieważ typowa transakcja obejmuje kilku dostawców jednocześnie, na pojedynczego handlowca przypada realnie około 5–6% czasu klienta. Reszta dzieje się bez nas. W wyszukiwarce, w dokumentach, w rozmowach wewnętrznych i coraz częściej w oknie czatu z modelem językowym.

17% czasu zakupowego na spotkania ze wszystkimi dostawcami razem5–6% czasu klienta przypada na jednego handlowca6–10 osób
w komitecie zakupowym
w złożonym B2B
77% nabywców określa ostatni zakup jako złożony lub trudny

W marcu 2026 roku Gartner opublikował wyniki badania na próbie 646 nabywców B2B. 67% deklaruje, że preferuje proces zakupowy bez udziału handlowca – wobec 61% rok wcześniej.

70% woli zakup w pełni cyfrowy i samoobsługowy, a 45% korzystało z generatywnej AI przy ostatnim zakupie, głównie po to, żeby zebrać informacje o dostawcach i produktach. Zanim podejmą decyzję, sięgają średnio po siedem różnych źródeł informacji.

Co to ma wspólnego z Sales House?

Ta zmiana generuje nowe mechanizmy walki o klienta. Wymusza nowe kompetencje handlowe. Nowe inwestycje marketingowe i przebudowę strategii. Firmy, które pozostaną przy tym co już znamy – za dwa, trzy lata stracą swoja obecną pozycje na rzecz tych, którzy pójdą w aktualne trendy.

Istnieją bowiem firmy, które tworzą innowacje i nowe metody działania.
Istnieją firmy, które śledzą zmiany i starają się nadążać.
Istnieją też firmy, które po czasie zastanawiają się co tu się właściwie stało?

Sam zdecyduj jaką firmą wolisz być.

Trzecia: paradoks, którego nie widać w nagłówkach

Czytając powyższe informacje można by założyć, że w takim razie rola handlowca staje się coraz mniej istotna. Bo  skoro klient podejmuje decyzje w konwersacji z AI  i ma wyrobione potrzeby i zdanie zanim do Ciebie trafi – to jaką rolę mamy przyjąć?

To jest wniosek błędny ale nie nieprawdziwy. I to jest najciekawsza część tych danych.

To samo badanie pokazuje coś przeciwnego. 69% nabywców woli zweryfikować u handlowca informacje wygenerowane przez AI. (Jeszcze)

51% uważa, że łatwiej natrafi na mylącą informację od generatywnej AI. Niemal tyle samo, 49%, sądzi to samo o handlowcu.

Kupujący ufa dziś obu stronom mniej więcej tak samo mało. Dlatego potrzebuje obu.

Kupujący nie porzucił handlowca. Przesunął go z roli źródła informacji do roli źródła pewności. To zupełnie inna rola – i wymaga zupełnie innych kompetencji niż te, których uczyliśmy działy sprzedaży przez ostatnie dwadzieścia lat.

I tu ponownie pojawia się potrzeba zmiany strategii. Z jednej strony albo zbudujesz odpowiednią widoczność swojej marki w wyszukiwarkach AI, zadbasz o opinie specjalisty i zbudujesz własną społeczność wokół biznesu. Albo dotrzesz do klienta jeszcze zanim ten zrozumie ,że ma problem i poprosi Ai o wsparcie.

Tak czy siak musisz nauczyć się nowych kompetencji – albo oddać je komuś kto rozwijał je 10 lat.

Czwarta: własny zespół sprzedaży jest coraz trudniejszy do zbudowania

Firma, która chce rozwiązać problem sprzedaży wewnętrznie, wchodzi w projekt z kosztami, których zwykle nie policzyła.

Nowy handlowiec potrzebuje miesięcy do pełnej produktywności, a w sprzedaży złożonej znacznie dłużej. Rotacja w zawodzie jest wysoka, więc istotna część zespołu jest permanentnie w fazie wdrożenia. Do tego dochodzi cała infrastruktura wokół stanowiska. Co więcej wiele organizacji od handlowca nadal wymaga roli “gościa od wszystkiego”.  Zatem mowa o zakresie pozyskiwania klientów, konwersji, obsługi, do sprzedaży itd. Tu pojawiają się kolejne koszty.  Bazy, narzędzia, zgodność z RODO i PKE, domeny, serwery, copywriting, CRM, raportowanie, marketing.

To koszt, który nie znika po zatrudnieniu. On się wtedy dopiero zaczyna.

Skalowanie zespołu handlowego, zmiana strategii, nowe kompetencje handlowców, konkurencyjność produktowa, wysokie koszty nowych inwestycji oraz najgorszy wróg – brak czasu.

Cztery zmiany składają się w jeden obraz. Rośnie liczba konkurentów, spada dostęp do uwagi klienta, decyzja zapada w komitecie, a zbudowanie własnego zespołu jest droższe i wolniejsze niż kiedykolwiek.

Ktoś tę lukę wypełni.

Nasze dane: jeden z dowodów, nie powód

Kiedy opowiadamy tę historię, łatwo popaść w wygodną narrację: „przeanalizowaliśmy 3 000 projektów i dlatego zmieniliśmy firmę”.

To brzmi zgrabnie ale jest nieprawdziwe. Analiza nie była powodem. Była jednym z klocków, które ułożyły się w decyzję – i akurat tym, który najtrudniej podważyć, bo pochodzi z naszych własnych danych, a nie z cudzego raportu.
Zmiana, którą przechodzi nasza organizacja ma kilka katalizatorów. Ale fakt, jednym z nich był realny problem i nasz brak empatii w jego zakresie.

Przez dekadę obserwowaliśmy u siebie zjawisko, które długo traktowaliśmy jako szum.

Część klientów zamieniała nasze leady w duże pieniądze. Część nie zamieniała ich w nic.

“To nie nasz problem ,że klient nie potrafi sprzedawać.” – tak potrafiliśmy tłumaczyć sobie te sytuacje.

Ta sama metoda, ta sama jakość pracy, ci sami ludzie po naszej stronie. I skrajnie różne wyniki po drugiej. W pewnym momencie postanowiliśmy to sprawdzić zamiast zgadywać.

jakiś czas temu przeanalizowaliśmy ponad siedemdziesiąt zakończonych współprac w okresie dwóch lat. Tych bardzo dobrych, tych średnich i tych gdzie zawiedliśmy jako dostawca leadów. Nie po to, żeby się usprawiedliwić, tylko żeby zrozumieć, dlaczego się skończyły.

Odpowiedzi układały się w trzy zdania.

Za każdym z tych zdań stała ta sama przyczyna. Leady docierały – Nie było ich komu i w czym obsłużyć. Nie było wiedzy, były stare nawyki.

Zderzenie się z tą rzeczywistością tylko utwierdziło nas w tym, że zmiana jaka się dokonuje w naszej organizacji oraz kierunek, w którym podążamy są jedynymi słusznymi.

Agencja lead generation już nie wystarcza

To jest zdanie, które jako właściciel agencji lead generation wypowiadam z pewnym dyskomfortem. Doprecyzuję więc od razu, co znaczy, a czego nie znaczy.

Nie znaczy, że generowanie leadów przestało działać. Działa i jest najbardziej skalowalną metodą budowania popytu, jaką znam.

Znaczy natomiast coś innego. Lead przestał być produktem, który sam z siebie rozwiązuje problem klienta.

Dziesięć lat temu firma, która dostawała pięć rozmów miesięcznie, miała czym je obsłużyć. Właściciel sprzedawał osobiście, decyzja zapadała w jednej głowie, konkurentów było trzech. Dziś ta sama firma dostaje pięć rozmów, po drugiej stronie siedzi komitet sześciu osób, każdy z własnym researchem, a proces trwa kwartał.

Model agencji generującej leady ma trzy strukturalne ograniczenia. Żadne z nich nie wynika z jakości pracy agencji czy metod dostarczania leadów.

OgraniczenieJak wygląda w praktyceCzym odpowiada Sales House
Odpowiedzialność kończy się na przekazaniu„Dostarczyliśmy leada, reszta jest po Waszej stronie” – nawet jeśli wiadomo, że reszta nie zadziałaOdpowiedzialność za pięć etapów, w tym za to, czy klient ma proces, żeby lead domknąć
Jeden kanał wobec komitetuDotarcie do jednej osoby, podczas gdy decyzję podejmuje sześć do dziesięciuRównoległa praca mailem, na LinkedIn i treścią – do kilku osób w tej samej organizacji
Porównanie po cenie za leadaWyścig w dół, w którym zawsze znajdzie się ktoś tańszy, a jakość spada z każdą rundąPorównanie z kosztem zbudowania funkcji sprzedaży – inna półka i inna rozmowa

Konsekwencja dla klienta jest bardzo praktyczna. Kupując wyłącznie leady, kupujesz paliwo.

Jeśli silnik nie odpala, paliwo jest wydatkiem, nie inwestycją. Po trzech miesiącach zapada werdykt „leady były słabe” i cykl zaczyna się od nowa z inną agencją. Widzieliśmy ten cykl setki razy. Także wtedy, gdy byliśmy w nim tą kolejną agencją.

— najdroższy lead to ten, którego nikt nie odebrał.

“Agencja lead generation odpowiada za to, że rozmowa się wydarzy. Sales House odpowiada za to, że ta rozmowa ma szansę zamienić się w przychód.”

Czym jest Sales House

Przez dwadzieścia, trzydzieści lat rynek uczył się jednego odruchu. Chcesz zbudować technologię – idziesz do software house’u.

Nie zatrudniasz dwudziestu programistów, nie budujesz działu IT od zera, nie kupujesz serwerowni. Wynajmujesz zespół, który już to potrafi, i płacisz miesięcznie. To był jeden z najbardziej udanych modeli biznesowych ostatnich dekad, a Polska stała się jego europejskim centrum.

Dziś wąskie gardło przesunęło się o krok dalej. Technologię łatwo zbudować, trudno wokół niej poukładać i wyskalować sprzedaż.

Firmy mają produkt i nie mają lejka. Mają lejek i nie mają procesu. Mają proces i nie mają ludzi, którzy potrafią w nim pracować. Dokładnie w tym miejscu powstaje przestrzeń dla organizacji nowego typu.

Sales House to organizacja, która bierze na siebie funkcję sprzedaży klienta – od zbudowania popytu, przez pozyskanie kontaktu, po proces, kompetencje i system, w których ten kontakt zamienia się w przychód.

Tak jak software house wynajmował zespół, który buduje produkt, sales house wynajmuje zespół, który buduje sprzedaż wokół tego produktu.

Świadomie mówimy o funkcji sprzedaży, a nie o „dziale sprzedaży”. Funkcję można wynająć. Dział trzeba zbudować.

Trzy warstwy, pięć etapów, jeden właściciel

WarstwaPytanie klientaCzym się na nie odpowiada
POPYT„Skąd mam brać nowe firmy do rozmowy?”Cold mailing, social selling, budowa baz pod konkretny target
MARKA„Dlaczego mieliby wybrać akurat mnie?”Treści, marki osobiste liderów, Employee Advocacy, widoczność w wyszukiwarkach AI
KONWERSJA„Dlaczego to, co wpada, nie zamienia się w przychód?”Przebudowa procesu, wdrożenie CRM, szkolenia na własnym procesie klienta

Rys. 1 – Lejek Sales House. Agencja lead generation kończy pracę na etapie 3. Sales House odpowiada za wszystkie pięć.

Lejek nie jest planszą do prezentacji, tylko narzędziem diagnostycznym.

Prowadzi się po nim rozmowę od góry i pyta o każdy etap. Odpowiedź klienta sama wskazuje, gdzie leży problem. Dzięki temu rozszerzenie współpracy przestaje być doklejaniem oferty, a staje się wnioskiem z diagnozy.

Wszystko w jednym miejscu – wartość, której nie da się złożyć z dostawców

Najczęstsze pytanie, jakie słyszymy, brzmi tak: przecież mogę kupić te usługi osobno, od czterech wyspecjalizowanych firm, każda najlepsza w swojej działce.

Odpowiedź jest prosta i wynika z arytmetyki, nie z ideologii.

Firmy szukają wycieków wewnątrz etapów. Poprawiają open rate, poprawiają skrypt, poprawiają stronę.

Tymczasem największe straty powstają tam, gdzie nikt nie jest właścicielem. Na przekazaniach między dostawcami.

  • Agencja mailingowa dostarcza leada i mówi: „nasza robota skończona”.
  • Handlowiec klienta dostaje kontakt bez kontekstu i uznaje, że „się nie nadaje”.
  • Nikt nie mierzy, ile leadów faktycznie weszło do lejka i dlaczego z niego wypadły.
  • Po trzech miesiącach zapada werdykt: „leady były słabe” – i cykl zaczyna się od nowa z inną agencją.

Klient ma pięciu dostawców i żadnego właściciela lejka.

Agencja od lead gen  nie odpowiada za to, czy leady zostały domknięte. Agencja od marketingu nie odpowiada za pipeline. Firma szkoleniowa nie odpowiada za nic po ostatnim slajdzie. Odpowiedzialność jest rozproszona, więc w praktyce jej nie ma.

Drużyna, w której każdy zawodnik ma własnego trenera, a nikt nie ma wspólnego, nie jest drużyną. To pięciu ludzi na jednym boisku, z których każdy gra swój mecz.

Sześć przepływów, które powstają tylko pod jednym dachem

Nie mówimy klientom o „synergii”. To najbardziej zużyte słowo w B2B.

Pokazujemy konkretne przepływy. Każdy z nich wymaga, żeby dwie usługi widziały się nawzajem w codziennej pracy, a nie na kwartalnym spotkaniu statusowym.

  • Marka zasila dotarcie. Odbiorca cold maila sprawdza nadawcę w Google i na LinkedIn. Zaniedbany profil odbiera wiarygodność najlepszej treści. Prowadząc równolegle marketing, podnosimy skuteczność mailingu bez zmiany jednego słowa w sekwencji.
  • Treść zasila wiadomość. Materiały edukacyjne linkujemy w mailach i wiadomościach – mail przestaje być prośbą o spotkanie, a staje się dostarczeniem wartości.
  • Cold mailing zasila LinkedIn. Kontakty, które odpowiedziały „nie teraz” albo nie odpowiedziały wcale, wracają jako lista do dogrzewania. Nic się nie marnuje.
  • LinkedIn zasila cold mailing. Wishlista firm, do których nie dało się dotrzeć mailem, trafia do ręcznego, precyzyjnego dotarcia.
  • Konsulting zasila wszystko. Bez procesu i CRM leady z obu kanałów zatrzymują się na czyjejś skrzynce. To konsulting zamienia wolumen w przychód.
  • Dane wracają do targetowania. Prawidłowo oznaczone leady w CRM pokazują, co realnie konwertuje – i takich firm szukamy potem na świecie więcej.

W pełnym zakresie po stronie klienta pracuje blisko dziesięć osób z trzech zespołów, które codziennie wymieniają się leadami, targetami i wnioskami. W koszcie mniej więcej jednego etatu handlowego.

Żaden z tych sześciu przepływów nie powstanie między czterema niezależnymi dostawcami. Żaden z nich nie ma w tym interesu ani dostępu do danych drugiego.

Dlaczego my – wychodzimy z cienia

Przez dziesięć lat pracowaliśmy w cudzym imieniu.

Nasze zespoły pisały pod marką klienta, wysyłały mailing pod marką klienta, budowały procesy, które klient przedstawiał potem jako własne. I słusznie, bo takie były. To był świadomy wybór i konsekwencja modelu. Dobry dostawca funkcji sprzedaży jest niewidoczny.

Ta niewidzialność miała swoją cenę. Zbudowaliśmy dorobek, o którym rynek wie znacznie mniej, niż wynikałoby ze skali.

Ten tekst jest częścią decyzji, żeby to zmienić. Nie z próżności, tylko dlatego, że kategoria bez rozpoznawalnego przedstawiciela nie powstanie.

Zacznę jednak od uczciwego zastrzeżenia, bo inaczej reszta rozdziału brzmiałaby jak folder reklamowy.

Każdy pojedynczy element naszej oferty ma na rynku odpowiednik. Cold mailing robi kilkanaście firm. LinkedIn robi kilkadziesiąt. Szkolenia sprzedażowe robią setki. Wdrożenia CRM robi każdy integrator.

Naszą przewagą nie jest to, że robimy cokolwiek najlepiej na rynku. Jest nią to, że jesteśmy jedynym miejscem, w którym klient nie musi zszywać czterech dostawców w jeden proces.

Skala, na której to stoi

10+ lat na rynku B2B1700+ firm wspartych w Lead Gen60 specjalistów na etacie250+ wdrożeń CRM170+ przebudowanych zespołów handlowych

Za tymi liczbami stoją konkretne role, a nie etaty ogółem. Project managerowie, data minerzy, handlowcy, copywriterzy, konsultanci, trenerzy oraz własny dział IT i dział prawno-administracyjny.

Setki zmapowanych procesów sprzedaży z różnych branż tworzą bazę wzorców, z której korzystamy przy każdym nowym projekcie. Kiedy siadamy do pracy z klientem, nie zaczynamy od pustej kartki.

Cztery piony pod jednym dachem

#PionCo obejmuje
01Lead GenerationCold mailing, social selling, budowa baz, prospecting
02LinkedIn Marketing & Personal BrandMarki osobiste liderów, wizerunek firmy, Employee Advocacy, wideo
i recykling treści
03Sales ConsultingTransformacja działów handlowych, szkolenia
i trening handlowców na ich własnym procesie
04Sales Enablement & CRMWdrożenia CRM, platformy treningowe, automatyzacje, integracje

Technologia, której nie odsprzedajemy – używamy jej sami

Rynek dzieli się dziś na dwa obozy i oba mają słaby punkt.

Pierwszy to agencje czysto ludzkie. Dużo pracy rąk, zero technologii, brak skali i powtarzalności. Czysty konsulting. Drugi to firmy „AI-first”. Ładne demo, automat wysyłający tysiąc wiadomości i zero odpowiedzialności za to, co z tego wyjdzie a później radź sobie kliencie sam.

Jesteśmy w miejscu, w którym te dwa światy się przecinają.

Za każdą usługą stoi u nas system, który sami zaprojektowaliśmy i rozwijamy. Rocznie inwestujemy setki tysięcy na własne rozwiązanie i nie korzystamy z żadnych komersynych systemów od lat.

Panel klienta do prowadzenia i raportowania działań outboundowych, własny CRM dedykowany pracy na LinkedIn, platforma do zarządzania marką osobistą i produkcją wideo oraz PipeChamp – środowisko, w którym wirtualizujemy proces sprzedaży klienta i na którym jego zespół ćwiczy, zanim wejdzie do prawdziwego CRM-u.

Do tego dochodzi warstwa, której klient nigdy nie widzi, a która decyduje o wyniku. 10 lat pracy na rynku.

Czym Sales House nie jest

Kategoria, która obiecuje wszystko, nie obiecuje niczego.

Dlatego trzy zastrzeżenia, które uważam za część definicji.

To nie jest „robimy wszystko”. Sales House nie oznacza dowolnie szerokiej oferty, tylko konkretną architekturę: popyt, marka, konwersja plus system, który je spina. Firma, która dokłada usługi bez tej architektury, jest po prostu agencją z dłuższym cennikiem.

To nie jest obietnica, że leady rozwiążą problem. Bardzo często najuczciwszą rzeczą, jaką możemy powiedzieć klientowi na pierwszym spotkaniu, jest zdanie: może się okazać, że najpierw potrzebujecie porządku, a nie leadów. Kontakt bez procesu, kompetencji i systemu to koszt, nie przychód.

To nie jest model dla każdego. Organizacja, która ma dojrzały dział sprzedaży, własne bazy, działający CRM i wolne moce przerobowe, nie potrzebuje Sales House’u – potrzebuje najwyżej jednego kanału więcej. Kategoria ma sens tam, gdzie brakuje nie jednego elementu, tylko spójności między nimi.

Siedem pytań, które warto zadać

Niezależnie od tego, czy kiedykolwiek będziemy ze sobą rozmawiać – poniższe pytania są warte kwadransa na najbliższym spotkaniu zarządu. Odpowiedzi zwykle pokazują, w którym z pięciu etapów lejka firma naprawdę traci pieniądze.

  1. Kto w mojej firmie odpowiada za cały lejek – od momentu, w którym klient o nas nie słyszał, po powtórny zakup? Jeśli odpowiedź brzmi „kilka osób”, odpowiedź brzmi „nikt”.
  2. Ile z leadów wygenerowanych w ostatnim kwartale faktycznie weszło do CRM-u i ma przypisany status? Różnica między liczbą dostarczoną a liczbą zarejestrowaną jest miarą wycieku.
  3. Co się dzieje z leadem w ciągu pierwszych 24 godzin od jego dostarczenia? Czy ktokolwiek to opisał, czy każdy handlowiec robi to po swojemu?
  4. Kiedy ostatnio ktoś sprawdził, jak wygląda nasza firma dla decydenta, który po otrzymaniu naszego maila wpisuje jej nazwę w wyszukiwarkę lub pyta o nią asystenta AI?
  5. Do ilu osób w firmie klienta docieramy w jednym procesie? Jeśli do jednej, a decyzję podejmuje sześć do dziesięciu – mamy problem strukturalny, nie handlowy.
  6. Ile miesięcy zajmuje nowemu handlowcowi dojście do pełnej produktywności i ile z nich przeżywa w naszej firmie przeciętny handlowiec? Iloczyn tych dwóch liczb to realny koszt naszego modelu rekrutacyjnego.
  7. Gdyby jutro nasz najlepszy handlowiec odszedł, ile z jego wiedzy zostałoby w firmie w formie zapisanego procesu? Jeśli niewiele – sprzedaż nie jest u nas funkcją, tylko zbiorem osób.

Kiedy potrzebujesz Sales House – trzy sytuacje

Uwaga metodologiczna. Poniższe opisy są uogólnieniem powtarzalnych sytuacji, z jakimi spotykamy się w projektach. Nie odnoszą się do konkretnych klientów ani nie zawierają ich danych – pokazują logikę pracy pełnym zakresem na wszystkich pięciu etapach lejka.

Sytuacja 1 – firma technologiczna, która chce wyjść poza założyciela

Punkt wyjścia. Trzydzieści osób, dojrzały produkt SaaS dla przemysłu, dobre wskaźniki retencji. Cała sprzedaż idzie przez założyciela i jego sieć kontaktów.

Zarząd chce wejść na rynek niemiecki, gdzie ta sieć nie istnieje. Pierwsza próba: zatrudnienie dwóch handlowców, którzy po pięciu miesiącach odeszli, bo nie mieli z kim rozmawiać ani według czego pracować.

  • Widoczność. Marka osobista założyciela i CTO na LinkedIn plus recykling czteroletniego archiwum bloga na formaty, które czytają dziś decydenci i indeksują asystenci AI. Niemiecki decydent, który dostanie mail, znajduje żywą firmę, a nie stronę sprzed dwóch lat.
  • Dotarcie. Cold mailing na rynek DACH z bazami budowanymi pod konkretny profil zakładu produkcyjnego, równolegle LinkedIn Sales w strategii wishlisty – dziesięć wskazanych firm miesięcznie.
  • Zainteresowanie. Jedna definicja hot leada dla obu kanałów i jeden panel, w którym widać, co realnie wpadło. Koniec sporu „czy to był lead”.
  • Konwersja. Transformacja procesu sprzedaży przed kolejną rekrutacją: mapowanie procesu, CRM, skrypty, raportowanie. Nowy handlowiec wchodzi do gotowego środowiska zamiast budować je sobie sam.
  • Retencja. Kwartalne sesje strategiczne i praca nad tym, żeby drugi rynek nie zaczynał się od zera.

Dlaczego nie zadziałałoby to u czterech dostawców: bo kolejność ma znaczenie. Agencja mailingowa uruchomiłaby kampanię natychmiast – i przepaliła trzy miesiące, zanim ktokolwiek zbudowałby proces, w którym te leady mają być obsłużone.

Sytuacja 2 – firma transportowa, w której sprzedaż to relacje i nic poza nimi

Punkt wyjścia. Spedycja, sto dwadzieścia osób, ośmioro handlowców. Sprzedaż opiera się na relacjach budowanych latami.

Stawki są pod stałą presją, marża spada, a dwóch najlepszych handlowców zabrało przy odejściu połowę swojego portfela. Cała wiedza o klientach była w ich głowach i skrzynkach.

  • Widoczność. Employee Advocacy zamiast marki osobistej jednego prezesa – bo w logistyce decyduje zaufanie i sieć osobista, a kilkudziesięciu pracowników mówiących spójnym głosem ma zasięg, którego jeden profil nie osiągnie.
  • Dotarcie. Cold mailing do załadowców w wybranych branżach plus LinkedIn Sales do dyrektorów logistyki i kierowników łańcucha dostaw – bo to dwie różne osoby i dwie różne wiadomości.
  • Zainteresowanie. Przekazanie leada z pełnym kontekstem prosto do CRM zamiast na prywatną skrzynkę handlowca.
  • Konwersja. Pełna przebudowa pracy handlowej, nowe procesy i CRM: proces, skrypty, praca z obiekcją cenową i trening negocjacji stawek na symulacjach w PipeChamp – na własnym procesie firmy, nie na przykładach z podręcznika.
  • Retencja. Konsulting cykliczny i baza wiedzy – środowisko rozwoju handlowców  dzięki któremu odejście handlowca przestaje być utratą portfela.

Dlaczego nie zadziałałoby to u czterech dostawców: bo firma szkoleniowa nie ma dostępu do tego, co realnie wpada z kampanii, a agencja nie wie, na której obiekcji rozsypują się rozmowy. Dopiero połączenie obu informacji pokazuje, gdzie jest problem.

Sytuacja 3 – producent w momencie sukcesji sprzedażowej

Punkt wyjścia. Zakład produkcyjny, dwieście pięćdziesiąt osób, komponenty przemysłowe, sześćdziesiąt procent przychodu z eksportu.

Właściciel od trzydziestu lat sprzedaje osobiście i za dwa lata przechodzi na emeryturę. Po drugiej stronie zawsze siedzi komitet: technolog, dział zakupów, utrzymanie ruchu, czasem zarząd.

  • Widoczność. Budowa marki nowego dyrektora sprzedaży i treści technicznych, które odpowiadają na pytania zadawane przez inżynierów – bo w tej branży zaufanie buduje kompetencja, nie estetyka.
  • Dotarcie. Cold mailing wielorynkowy z bazami budowanymi pod parametry zakładu, z multi-threadingiem do trzech–czterech osób w tej samej firmie, bo jedna osoba nie jest tu decyzją.
  • Zainteresowanie. Pełny kontekst leada: kto odpowiedział, z jakiego działu, na którą wiadomość, w jakiej sprawie.
  • Konwersja. Wdrożenie CRM i szkolenia na zwirtualizowanym procesie firmy plus salesbook – dokument, który opisuje, jak ta firma sprzedaje. W sukcesji jest to najważniejszy artefakt, jaki może powstać.
  • Retencja. Kwartalne sesje z nowym dyrektorem przez pierwszy rok samodzielnej pracy.

Dlaczego nie zadziałałoby to u czterech dostawców: bo sukcesja to nie projekt marketingowy ani szkoleniowy, tylko przeniesienie wiedzy z jednej głowy do systemu. Nikt nie zrobi tego, kto nie widzi jednocześnie procesu, komunikacji i tego, co realnie wpada do lejka.

Sprzedaż w 2030 roku

Nie sądzę, żebyśmy zostali jedynym Sales House’em w Polsce.

Sądzę coś przeciwnego. Że za kilka lat będzie ich kilkunastu, a pojęcie stanie się tak oczywiste jak „software house”. Rynek idzie w tym kierunku niezależnie od tego, co zrobimy. I to jest właśnie powód, dla którego warto o nim mówić głośno teraz.

Powtórzę zastrzeżenie. To nie są dane, tylko nasza prognoza. Opiera się na trendach opisanych w rozdziale drugim, wyciągniętych o kilka lat naprzód.

Jeśli ktoś podaje Ci prognozę na pięć lat jako pewnik, po prostu mu nie wierz. Mnie też nie.

  1. Funkcja sprzedaży pójdzie ścieżką IT. Trzydzieści lat temu własny dział programistów był oczywistością, a outsourcing – podejrzeniem. Dziś jest odwrotnie. Ta sama krzywa czeka sprzedaż: najpierw eksperyment, potem norma dla mniejszych, na końcu standard także w dużych organizacjach.
  2. Rozliczenie przesunie się z aktywności na wynik. Dopóki dostawca sprzedaje wysyłkę maili, rozlicza się z wysyłki. Kiedy sprzedaje funkcję, rozlicza się z tego, co ta funkcja wytworzyła. Umowy będą zawierać coraz więcej zapisów o rezultacie, a coraz mniej o wolumenie.
  3. Zniknie podział na marketing i sprzedaż po stronie dostawcy. Skoro decydent i tak nie odróżnia posta od maila, utrzymywanie dwóch osobnych dostawców przestanie mieć sens.
  4. Technologia w naszej branży stanie się warunkiem wejścia, nie wyróżnikiem. Za pięć lat nikt nie będzie się chwalił, że ma platformę – tak jak dziś nikt nie chwali się, że ma CRM. Wyróżnikiem zostanie to, co się w tej technologii wypracowało: baza zmapowanych procesów, dane o tym, co konwertuje, wzorce z setek wdrożeń.
  5. Człowiek podrożeje. To najmniej oczywista prognoza i jestem jej najbardziej pewien. Skoro dwie trzecie kupujących chce procesu bez handlowca, ale siedmiu na dziesięciu wraca do handlowca po walidację – wartość przesuwa się z obecności na kompetencję. Handlowiec, który tylko przekazuje informacje, będzie zbędny. Handlowiec, który potrafi być źródłem pewności przy decyzji na miliony, będzie kosztować więcej niż dziś.

Jeśli ta prognoza jest choćby w połowie trafna, to firmy, które dziś traktują sprzedaż jako serię akcji – kampania, szkolenie, rekrutacja, znowu kampania – będą za pięć lat konkurować z organizacjami, które traktują ją jako funkcję. Ciągłą, mierzalną i mającą właściciela.

Tej różnicy nie da się nadrobić kwartalną akcją.

Nie zmieniamy firmy dlatego, że stara przestała działać. Zmieniamy ją, bo zobaczyliśmy w danych coś, czego nie dało się dłużej ignorować. I uznaliśmy, że lepiej odpowiedzieć na to pierwsi niż drudzy.

Nie sprzedajemy leadów. Wynajmujemy funkcję sprzedaży.

InStream Group działa na rynku od ponad dziesięciu lat i wsparła w sprzedaży ponad 1700 firm w Polsce i za granicą. Funkcjonuje w modelu Sales House, obejmując swoimi usługami cały proces sprzedaży klienta: generowanie leadów metodą cold email i LinkedIn, budowanie marki i widoczności, konsulting sprzedażowy, wdrożenia CRM oraz szkolenia handlowców. Zespół liczy 60 specjalistów. Firma jest producentem własnego oprogramowania, w tym platformy PipeChamp do wirtualizacji procesów sprzedaży.

Filip Duszczak

Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Zapisz się do Naszego Newslettera

Bądź na bieżąco z ostatnimi wpisami, newsami oraz poradami.

Newsletter